Inżynieria zagrożeń środowiskowych- praca.

Dokładnie rok temu rzuciłem studia. Teraz jestem na innym kierunku ale do tego wrócę później. W poprzednie lato zacząłem studiowanie na wydziale nauk przyrodniczych w sosnowcu. Właśnie inżynierie zagrożeń środowiskowych. Na wstępie należy powiedzieć że najwięcej te studia miały wspólnego z geografią a nawet z geologią. Jedyne przedmioty spoza nauki o Ziemi jako planecie to fizyka i matematyka.
Studia miały miejsce w Sosnowcu. Środowisko tam jest nie za czyste, otaczają to miasto same gospodarcze osady. A co gorsza nie daleko są Katowice. Tak więc studiować inżynierie środowiska wydaje się być dobrym pomysłem jeśli efektem naszej nauki ma być praca.
Co podobało mi się na uczelni geograficznej to wielka aula, w której mieścił się cały mój geologiczny rok, podzielony na cztery specjalności.
Pierwszy z nich to geologia. Jak już wspominałem geologia to był najmocniejszy filar całego tego kierunku, bez niego ani rusz. Sam z resztą ze względu na ten przedmiot zrezygnowałem ze studiowania. Kolejnym kierunkiem była geologia stosowana. Tak na prawdę nie wiem czym się różniła od zwykłej. Może tym że była bardziej praktyczna? W każdym razie to tylko moje domysły. Następnym przedmiotem zdaje się była geografia. Ten przedmiot był dla pasjonatów, którzy ogólnie interesowali się naszą planetą. Sam nie wiem jakie mieli plany zawodowe. I wreszcie ostatni, mój kierunek. Inżyniera Zagrożeń Środowiskowych. Byłem tam ja i paru moich przyjaciół. Wszyscy z nie najwyższymi stopniami na maturach z geografii. Skoczyliśmy na głęboką wodę wybierając ten kierunek. Jedyne co nam się podobało to chyba ten wielki T-REX pod wydziałem. Na wydział zresztą mówiliśmy wieża. Jeśli widzieliście kiedyś wydział nauk o ziemi, na pewno wiecie dlaczego tak się na niego mówi. Ma chyba dwadzieścia pięter i jest wąski jak bagietka. Jest cały oszklony, tak że widać całe zagłębie i trochę śląska. No ale wracając do mojego kierunku środowiskowego.
Zajęcia były standardowe- jak to w pierwszym roku. Geografia, ewolucja, matematyka, fizyka, wychowanie fizyczne, geologia, populacja, środowisko, geografia w praktyce. Niestety, zajęcia z fizyki (mój znienawidzony przedmiot) odbywały się w Katowicach. Była to dla mnie wtedy nie lada wyprawa. I na pewno zmiana środowiska. Wydział fizyczny na pewno nie był miejscem dla mnie. Tam do zawodu przygotowywali się prawdziwi inżynierowie, wiedzący cokolwiek o matematyce. Ja zwykły szary człowiek nie mający z nią niewiele wspólnego (chodź w klasie maturalnej poprawiłem ocenę na dostateczny z grożącej mi jedynki w pierwszym semestrze) nie dawałem sobie rady. Na wykładowce mówiliśmy Einstein, taki był z niego inżynier.
Wracając do Sosnowca. Na wszystkich przedmiotach związanych jako tako z geografią dawałem sobie radę, prócz jednego najgorszego. Dla mnie i dla wielu innych uczniów na wydziale geologia stanowiła swoistą bramę nie do przejścia. Był to przedmiot trudny, mieszający teorie z praktyką. Bycie nauczycielem takiego przedmiotu to zaszczytna praca.
Wymaga niezwykle dużo doświadczenia jak i mądrości. Każdy kamień okazuje się bowiem da się dokładnie scharakteryzować ze względu na powstanie, budowę i właściwości. Jako jeden z wielu nie zdałem pierwszego egzaminu. Wtedy dotarł do mnie sygnał że może nie jestem w odpowiednim miejscu, ponieważ nawet gdy starałem się uczyć moja praca szła na marne. Te informacje były dla mnie po prostu nieprzyswajalne. Każdy rodzaj kamienia miał po dwadzieścia unikalnych cech, co oznaczało nauki było na prawdę dużo. Potrzebowałem motywacji. Wpisałem w serwis internetowy zajmujący się pośrednictwem w zatrudnianiu frazę: „inżynieria środowiska praca”. Wyniki zaskoczyły mnie. Zobaczyłem wiele miejsc, które poszukiwały takich osób. Niestety, wszystkie prace, wykraczały poza zakres moich zainteresowań. Wycinka drzew, monitorowanie stanu powietrza, wydawanie zgód na rozkopy i tym podobne. Wtedy zrozumiałem że nie jest to coś co chcę robić przez resztę życia. Musiałem się pogodzić z myślą że wybrałem złe studia i że muszę je czym prędzej rzucić by nie marnować więcej swojego czasu. Tę decyzje poparły moje wyniki z uczelni. Wiedziałem już co muszę zrobić. Odpuścić sobie studiowanie inżynierii zagrożeń środowiska, znaleźć pracę i wrócić na studia za rok, takie które będą mnie interesować tym co mają mi do zaoferowania. Jak pomyślałem tak i zrobiłem. Znalezienie zatrudnienia zabrało mi niewiele czasu. Może maksymalnie miesiąc. Po tym okresie podjąłem prace na świeżym powietrzu, zajmując się małym barem na wybrzeżu mojego miasteczkowego jeziora. Kiedy minęło pół roku nadszedł czas podjęcia decyzji. Wiedziałem że inżynierem nie zostanę, to nie na moją głowę. Wybrałem więc studia humanistyczne w instytucie języka polskiego w Katowicach. Tam środowisko może i bardziej zanieczyszczone niż w Sosnowcu lecz moje intencje studiowania czystsze. Prace oczywiście po kierunki inżynierii zagrożeń da się znaleźć, zresztą te parę zawodów, które wymieniłem są dość dobrze płatne. Trzeba się jednak geografią interesować i mieć dużo samozaparcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *